Strona z tekstem
E
123

Powrót powrotu do przyszłości
21 października 2015 o godzinie 16.29 Marty McFly przybędzie do przyszłości.

Dobra, zacznijmy od wersji dla nie-geeków. Pamiętacie trylogię „Powrót do przyszłości”? Jeśli nie jesteście gimbazą, prawdopodobnie w dzieciństwie oglądaliście ją w telewizji. W 1985 roku nastoletni Marty McFy, przyjaciel szalonego naukowca dr Emmetta Browna, cofa się w stworzonym przez doktora wehikule czasu do roku 1955. Tam niechcący zapobiega spotkaniu swoich rodziców i musi podjąć się niezwykle trudnej misji zeswatania ich, jeśli chce się urodzić. W części drugiej, Emmett zabiera Marty'ego do przyszłości, by ten pomógł mu zapobiec nieszczęściu, jakie ma spaść na McFly'a juniora. Tam, odwieczny (a w każdym razie długowieczny) Czarny Charakter kradnie wehikuł, by przekazać młodszej wersji siebie (z roku 1955) wyniki gier hazardowych. Jego młodsza wersja zostaje milionerem, co zmienia bieg historii. Za przyczyną piorunów część trzecia toczy się na Dzikim Zachodzie. Seria przeszła do legendy – to z niej wzięły się motywy wymazywania własnego istnienia, alternatywnych linii czasu, rozdarcia czasoprzestrzeni i zniszczenia galaktyki w wyniki spotkania samego siebie. Można powiedzieć, że „Powrót do przyszłości” położył podwaliny pod teorię podróży w czasie.

W tym konkretnym momencie, interesuje nas część druga. Otóż, owa odległa o 30 lat przyszłość, wypada dokładnie na 21 października tego roku. Znaczy, tę środę. Znana jest dokładna godzina i data przybycia Marty'ego, a także miejsce – można nabyć mapkę. Planowane jest, rzecz jasna, welcome party.

Pierwszy raz w życiu żałuję, że nie mieszkam w USA.

Ale do rzeczy. Założę się, że w tym momencie wszyscy usiłujecie sobie przypomnieć, jak wyglądała wizja przyszłości z roku 1985, i na ile się sprawdziła. Skoro już wiemy, że ani Stanley Kubrick, ani Ridley Scott nie okazali się szczególnie utalentowanymi futurologami, to może choć Robertowi Zemeckisowi się udało?

Technologia

Wyobraźcie sobie dwóch podróżników w czasie. Pierwszy z nich z roku, powiedzmy, 1910, przenosi się w rok 1970.  Drugi, odbywa podróżz roku 1970 do roku 2015. Który z nich będzie bardziej zaskoczony?

Podróżnik pierwszy zdziwi się zapewne brakiem konnych powozów na ulicach, dostępnością telefonów, lodówką, a zwłaszcza telewizją – z której dowie się, że człowiek wylądował na księżycu. Zaskoczą go kobiece stroje, odsłonięte ramiona i łydki, wygląd krzeseł, sof i stołów, domów i kamienic.

Podróżnik drugi nie będzie szczególnie zaskoczony postępem technologicznym – jeżeli już, to jego brakiem.

W latach sześćdziesiątych spodziewano się, że do końca XX wieku człowiek założy kolonie na Marsie. Przypominam, twórcy filmu „Blade Runner” (1982) spodziewali się powietrznych taksówek, pozaziemskich kolonii i międzyplanetarnych podróży w roku 2019. „Odyseję Kosmiczną”, której akcja rozgrywa się w 2001 roku, nakręcono w roku 1968.  „Pamięć Absolutna” ze Schwarzeneggerem, z roku 1990, zakładała, że w wieku 21 będziemy mieli rejsowe loty do kolonii na Marsie, ale remake z 2012 musiał już przenieść akcję o 100 lat do przodu. W roku 1987 spodziewano się, że w roku 2029 porządku na ulicach będą strzec robocopy. W tym samym roku, zbiegiem okoliczności, John Connor szykował się do wysłania swojego ojca w przeszłość. Ach, no i oczywiście, już dawno mieliśmy klonować ludzi.

Podróżnik B będzie miał prawo czuć się zawiedziony tym, że nie zwiedzi Marsa ani Księżyca, a samochody nadal nie latają. Właściwie, technologia niewiele go zaskoczy. Widział już telewizję i telefon – postęp w dziedzinie przesyłania danych na odległość jest czymś, co łatwo mógł sobie wyobrazić. Może i chwilę mu zajmie nauka obsługi komputera, ale na pewno nie uzna go za magiczną skrzynkę. Widział odtwarzacz kaset – dlaczego miałby go zdziwić odtwarzacz CD? Ludzie nadal jeżdżą samochodami, motorami i rowerami. Zimą nadal jest zimno, deszcze nadal padają, kiedy chcą (J.C Flugel w latach dwudziestych ubiegłego wieku spodziewał się, że ludzkość do tego stopnia zapanuje nad temperaturą otoczenia, że zbędne staną są ubrania).

Jeśli chodzi o proroctwa technologiczne, „Powrót do przyszłości” okazał się równie chybiony, co każda inna wizja:

1. Paliwo ze śmieci
Jasne. Już. Od ręki. Co gorsze, tak naprawdę dysponujemy mnóstwem alternatywnych źródeł energii. Moglibyśmy pokrywać dachy samochodów panelami słonecznymi, moglibyśmy wykorzystywać energią geotermalną. Istnieje możliwość wybudowania domu całkowicie samowystarczalnego energetycznie. Tymczasem, nadal stoimy na ropie i marzymy o rozwoju energii jądrowej.

2. Deskolotka
Deskolotka firmy Mattel.

Marzenie ściętej głowy. Obecny rekord na hoverboardzie należy do rumuńskiego wynalazcy Catalina Alexandra Duru, i wynosi niecałe 300m, choć są tacy, którzy twierdzą, że video zostało sfałszowane.

Lexus Hoverboard niby istnieje, ale działa tylko w specjalnie wybudowanym skateparku, który ma potężne magnesy wbudowane w podłoże. Pamiętaj, żeby zdjąć wszystkie metalowe przedmioty przed jazdą próbną, inaczej zamiast lekko unosić się w powietrzu, poczujesz efekt 10G. Lexus nigdy zresztą nie planował wprowadzać jej do sprzedaży, a cały projekt miał wyłącznie cele PRowe. Ja, po takim rozczarowaniu na pewno nic u nich nie kupię.

3. Inteligentne ubrania
Samosznurujące się Nike.

Samosznurujących się butów nadal nie ma, samosuszących się kurtek też nie. Nie, żeby ich wyprodukowanie było niemożliwe. Po prostu nikomu się to nie opłaca.

Nike oficjalnie zapowiedziała, że samosznurujące się buty będą. Cóż. Mają na wprowadzenie ich jeszcze dosłownie chwilę.

Trzy... dwa... jeden...

Nike w ogóle ostatnio jest zajęte, musieli przecież wypuścić wznowienie linii Nike Vandal, które w 1984 nosił Kyle Reese w Terminatorze I. I Kyle Reese w Terminatorze 5 w 2015. Nike Vandal nie latają i nie sznurują się automatycznie, więc z nimi poszło w miarę łatwo. Chociaż tyle.

Nike Vandal w Terminatorze.

Co nam to mówi? Głównie tyle, że w kwestii product placement nic się przez 30 lat nie zmieniło.

Przyszłościowe logo Pepsi.

4. Latające samochody.

Bogu dzięki, NIE. Wyobrażacie sobie korki i stłuczki na wysokości 20 metrów.

5. Kontrola nad pogodą.
„Szkoda, że poczta nie działa równie sprawnie.”
Opady zaczynają się i kończą o czasie. In your dreams.

6. Videofonia
Jest. Ale kto by chciał jeszcze patrzeć na szefa, kiedy musi go słuchać?

7. Możliwość płacenia kciukiem zamiast kartą z pinem

Nie ma. A to dopiero byłby przełom oznaczający brak konieczności noszenia portfeli. I nie ściemniajcie mi tu, że możliwość płacenia komórką jest tu jakimś postępem. Na marginesie, w Kenii można płacić komórką od 2007, więc drogie banki, weźcie się nie wygłupiajcie z tym „byciem do przodu”.

Trzeba jednak oddać cesarzowi, co cesarskie. Mobilnych płatności nie było w latach osiemdziesiątych w ogóle. Film przewidział tyle, że są. „Powrót do Przyszłości” przewidział rozwój komunikacji, telekomunikacji, jedzenie instant, płaskie ekrany, bezprzewodowe telefony. Ale przede wszystkim, przewidział nasze zachowania.

Społeczeństwo

Wróćmy do naszych podróżników. Po miesiącu aklimatyzacji, ich sytuacja prawdopodobnie drastycznie się zmieni. Pierwszy z nich znalazłby się wśród ludzi, którzy pracują od 7 do 15, biorą ślub w wieku lat 21, nie rozwodzą się, w niedziele chodzą do kościoła, mają dwoje lub troje dzieci. Wieczorem siadają do stołu i zjadają kolację przygotowaną przez panią domu. Słowem, byłby wśród swoich. Drugi podróżnik spostrzegłby, że ludzie w jego otoczeniu to wolne elektrony, niektórzy przed trzydziestką rozwiedzeni, inni po czterdziestce nadal nie żonaci, większość z jednym dzieckiem lub bezdzietna. Autorytet religii upadł, podobnie jak autorytet rodziny; nikt już nie słucha ani ojca ani księdza. Jeśli już ktoś założył rodzinę, w tak zwanym rodzinnym domu często nie ma nawet stołu, przy którym można by usiąść. Czas wolny zlewa się z czasem pracy, ktoś pracuje z domu, ktoś tramwaju, kto inny siedzi w biurze o 9 wieczorem. Ludzie się słyszą, ale nie słuchają. Więzy społeczne, jeśli istnieją, są wywrócone do góry nogami. Przyjaźń ludzi, z którymi kontaktują się wyłącznie telefonicznie, jest ważniejsza, niż obiad u dziadków.

Prorokowanie w kwestiach społecznych i kulturowych poszło scenarzyście Bobowi Gale'owi i reżyserowi Robertowi Zemeckisowi o wiele lepiej. Najwyraźniej nasze charaktery są dość przewidywalne.

1. Mania remakeów i kontynuacji.
Szczęki 19, reżyseria Max Spielberg.

Aż dziwne, że po nowej Pamięci Absolutnej, nowym „Terminatorze”, niezliczonych Godzillach, „Robocopie”, „MadMaxie”, „Alicji w Krainie Czarów”, „Carrie”, Batmanach, King Kongach, Planetach małp, nie mamy wznowienia „Powrotu”. Podobają nam się te piosenki, które znamy. I filmy też.

Zauważcie, że reżyserem filmu miał być Max Spielberg, istniejący w realu (wówczas jako 4-letnie dziecko).

2. Chaos i hałas

Marty Jr. ogląda 6 kanałów TV na raz.
Dźwięki i obrazy napierają ze wszystkich stron, nadmiar bodźców, których nie da się wyłączyć. Overload. Nic dziwnego, że na kurs medytacji na którym przez 12 dni się milczy i żyje bez komórki, jest kolejka zapisów na dwa lata do przodu. (A może dlatego, że kurs jest za darmo? Nie podam wam linka, sama chcę się zapisać).

3. Życie domowe

Rodzina Marty'ego w roku 2015 nie rozmawia ze sobą. Siedzą przy wspólnym stole, ale dzięki przenośnym urządzeniom komunikacyjnym, każdy jest gdzie indziej. Pizza pochodzi z mikrofalówki (dokładniej: nawilżacza), w domu panuje niewyobrażalny chaos.

Przy tym stole siedzą: Michael J. Fox jako Marty, Michael J. Fox jako syn Marty'ego i Michael J. Fox jako córka Marty'ego.

Marlene z okularami pełniącymi funkcję smartfona i butelką Pepsi z wbudowaną słomką (to akurat mogłoby się sprawdzić).

4. Szaleństwo na punkcie fitness

Oraz wszechobecny multitasking, ostatnio tak niezbędny, że ludzie gotowi są pójść na specjalne kursy.

Jedzenie i spalanie tłuszczu na raz. Perpetuum mobile.
5. Telewizja kulinarna

Żeby uzupełnić kalorie, które się spaliło.

Michael Jackson (cześć jego pamięci) informuje, co zjadł na kolację.

Moda

Zacznijmy od tego, że Michael J. Fox ma naprawdę fantastyczne nogi.

A tak poważnie, „Powrót do przyszłości” to chyba najbliższe prawdy proroctwo modowe ze wszystkich filmów science-fiction, jakie widziałam.

Chyba nikt by się nie zdziwił, widząc powyższą panią na ulicy. Projektantką kostiumów była Joanna Johnston, która pracowała także przy takich filmach, jak „Forest Gump”, „Who Framed Roger Rabbit” czy „Far and Away”. Powinna zmienić branżę i zająć się fashion forecastingiem.

Polecam waszej uwadze przezroczysty krawat doktora.

I bardzo popularne, koszule z dwoma krawatami.

Ze wszystkich filmów science-fiction, które nakręcono w II połowie dwudziestego wieku, począwszy od Obcego, skończywszy na Galaxy Quest, najbliższa prawdy, mimo braku deskolotek, okazała się satyra. Potwierdza to coś, co wiem co najmniej od roku 2007.  Żyjemy w komedii.

Skomentuj tę stronę