Strona z tekstem
E
123

Ideały wyszły z mody
Starożytni Grecy upierali się, by piękno widzieć w liczbach. Rozumieli piękno jako obiektywną cechę przedmiotu - piękno albo jest, albo go nie ma. Wyrażało się poprzez „właściwą miarę”, właściwą proporcję i symetrię. Plotyn definiował piękno jako wzajemną symetrię wszystkich części względem siebie i względem całości, podobnie twierdził Witruwiusz, domagając się, by członki ludzkiego ciała miały odpowiednią względem siebie wielkość. Głowa, nas przykład, miała zajmować 1/10 wysokości ciała. Galen zupełnie na serio dowodził, że ramię długości trzech dłoni jest piękniejsze od ramienia mierzącego trzy i pół dłoni. Dążenie do obiektywnego ujęcia tej kwestii doprowadziło św. Augustyna do twierdzenia, że trójkąty równoboczne są piękniejsze niż różnoboczne. Od trójkątów obiektywnie piękniejsze są kwadraty, od kwadratów koła. Najpiękniejszy zaś jest punkt, doskonały w swej niepodzielności. Brzydota, w analogii, definiowana była przez Platona jako brak miary, brak symetrii i proporcji. Przykłady można tak ciągnąć bardzo długo, aż po XVI wiek.

Człowiek witruwiański wg Leonarda da Vinci

Choć na pierwszy rzut oka, rozważania o wyższości trójkątów równobocznych nad różnobocznymi trącą szaleństwem, w gruncie rzeczy ten system się sprawdzał przez większą część historii Europy. Co ciekawe, podejście takie zbieżne jest z wynikami badań naukowych – istnieją powody by przypuszczać, że człowiek jest uwarunkowany genetycznie w ten sposób, by postrzegać jako bardziej atrakcyjne osoby o ciałach bardziej symetrycznych. W 2008 roku grupa amerykańskich badaczy z Williamem Brownem i  Michaelem Price'm na czele ( „Fluctuating asymmetry and preferences for sex-typical bodily characteristics”) pokazała badanym komputerowo wygenerowane sylwetki człowieka. Większość respondentów uznała za bardziej atrakcyjne sylwetki bardziej symetryczne. Wygląda na to, że symetria jest jedną z oznak zdrowia. Dlaczego?

Wszyscy wiemy, że jeżeli zdjęcie czyjejś twarzy podzielimy na pół i odbijemy każdą z połówek w lustrze, powstałe twarze będą różniły się od oryginalnej. Ale przecież nasz lewy i prawy policzek zawiera to DNA, prawda? Dlaczego więc lewa i prawa część twarzy z reguły wygląda inaczej?

Anja Rubik (pośrodku), oraz symetryczne odbicia lewej i prawej strony jej twarzy

Skoro nie da się winić genów, odpowiedzią mogą być tylko i wyłącznie wpływy środowiskowe. Randy Thorrthill i Steven W. Gangestad udowadniają, że im mniej jesteśmy odporni na choroby czy pasożyty (a także zimno, ciepło, wiatr, promieniowanie, dziurę ozonową), tym mniej symetryczne są nasze ciała („Human facial beauty. Averageness, Symmetry, and Parasite Resistance”). Być może jesteśmy więc uwarunkowani biologicznie w taki sposób, by przyznawać status „brzydkich” wielu objawom chorobowym (np. zez powodujący „niesymetryczność” twarzy), deformacjom i kalectwu.

W 1996 roku Rei Kawakubo zaprezentowała w Paryżu kolekcję o nazwie „Dress becomes body,” w której rozwinęła banalny skądinąd motyw poduszek i puf - przesuwając je, unosząc i klonując, stworzyła zupełnie nowe kształty sylwetek. Każda kolejna modelka prezentowała strój wyposażony w coraz większe wkładki, a zniekształcenia sylwetki stawały się coraz dziwaczniejsze. Niesymetryczne, coraz większe wybrzuszenia (sprzedawcy w sklepach Comme będą je potem nazywać między sobą guzami rakowymi) biegły a to pod skosem wzdłuż klatki piersiowej, a to w poprzek ramienia, a to przez jedno biodro. Kolekcja, rzecz jasna, wywołała wiele kontrowersji. Tam, gdzie jedni widzieli kostium Quasimodo, inni dostrzegali „niewyklute skrzydła anioła” (Caroline Evans w artykule dla 032c). Zarówno Elle, jak i Vogue zamieściły wówczas sesje zdjęciowe z rzeczonymi strojami, ale z usuniętymi wkładkami. Jednak to dzięki zniekształceniom kolekcja przeszła do historii.

Dress Becomes Body, Comme des Garcones 1996, via Vogue.com

O guście się nie dyskutuje. Część krytyków uznała więc po prostu, że sposób, w jaki dany widz odbiera projekty Kawakubo, zależy od jego możliwości percepcyjnych - u niektórych wzrok „przyzwyczaja się”, inni zawsze uważać będą tego typu projekty za dziwaczne. Ja mam jednak inną teorię. W historii ubioru ciągle pojawiają się elementy powiększające jakąś część ciała - pufy, turniury, krynoliny, halki. Spódnice bywały tak szerokie, a czepce tak wysokie, że utrudniały przejście przez drzwi. Jednak nigdy nie podkreślano jednego tylko biodra, jednego tylko ramienia czy jednej piersi. Jest więc prawdopodobne, że powodem, dla którego odbieramy „pufy” Kawakubo jako dziwaczne, nie jest ani ich umiejscowienie, ani ich wielkość, ale ich asymetryczność.

Drugą „obiektywną” cechą piękna ma być, uwaga - przeciętność. Zauważmy, że kiedy mówimy o czyjejś urodzie zazwyczaj określamy ją na zasadzie negatywnej - ktoś jest za gruby albo za chudy, ma za duży albo za mały nos, zbyt wyłupiaste oczy. Twarz idealna, to twarz, której żaden element nie jest za mały, za duży, za gruby, za chudy ani krzywy, innymi słowy, to twarz idealnie przeciętna (i przy okazji symetryczna). Tezę taką postawił po raz pierwszy Donald Symons, który uważał, że ewolucja dąży do eliminacji z danej populacji zjawisk skrajnych – przy odpowiednio szerokiej puli genowej dobór naturalny z czasem wyeliminuje, zdaniem Symonsa, wszelkie odchylenia od populacyjnej średniej. Dlatego też, większości modelek prawdopodobnie nie rozpoznalibyśmy na ulicy.

Nie zmienia to rzecz jasna faktu, że symetria od dawna przestała być jedynym wyznacznikiem piękna. Współcześnie na plan pierwszy wysuwają się takie kwestie, jak niepowtarzalność i oryginalność, którym od czasów manieryzmu towarzyszy wdzięk i subtelność, a od doby romantyzmu – irracjonalność. Piękno Greków może być współczesną brzydotą, a „klasyczna brzydota” – postmodernistycznym pięknem.

Na Elle.pl można poczytać o młodej Brytyjce o pseudonimie Moffy – modelce z dość daleko posuniętym zezem – która podpisała kontrakt ze Storm Models, jedną z najważniejszych światowych agencji modelek. Zez Moffy jest na tyle widoczny, że może go ukryć jedynie zamykając jedno oko, ale agencji wcale nie chodzi o jego ukrywanie – to zez stanowi bowiem główny atut modelki. To on eksponowany jest na jej portretach, w tym okładce brytyjskiego magazynu „Pop”. Podobnie szpara między zębami znanej modelki Lary Stone, odstające uszy u licznych modelek nieco młodszego pokolenia, blizny, wady wrodzone, które przestają być traktowane jako defekt, a zaczynają pełnić pozytywną rolę dystynktywną. Z kolei modelki pozbawione kończyn nie szokują obserwatorów mody przynajmniej od 1998 roku, w którym projektant Alexander Mcqueen rozpoczął współpracę z pozbawioną obu nóg Aimee Mullins. Czytelnikom zainteresowanym prezentacją makabry w sztukach wizualnych polecam zapoznanie się z działalnością polskiej modelki Aldony Plewińskiej, która brak obu rąk i jednej nogi wykorzystuje, pozując do niezwykle sugestywnych, choć nieraz pełnych okrucieństwa fotografii.

Moffy na okładce POP.
Podobny był wydźwięk sesji zdjęciowej Seana Ellisa, którą w 1997 roku wykonał dla magazynu „The Face”. Była to seria portretów sześciu osób, z których każda miała bliznę w widocznym miejscu. Według Evans blizna jako część geografii ciała stała się tu bardziej znakiem indywidualnej biografii niż fizyczną niedoskonałością. Znowu – skaza stała się zaletą w imię ukazania maksymalnie zindywidualizowanego wizerunku.

S. Ellis, Tissue: Portfolio of scars
Od roku 2013 portale modowe zachwycają się nie tylko Moffy, ale też albinosem Shaunem Rossem, a chorująca na bielactwo Winnie Harlow, pozowała już do kampanii reklamowych dla Diesla i Desiquala.

Winnie Harlow dla Desiqual

Winnie Harlow dla Diesel

Od 2012 roku obserwuję karierę Melanie Gaydos, Amerykanki cierpiącej na hipohydrotyczną dysplazję ektodermalną. Jest to choroba genetyczna polegająca na zaburzeniu działania struktur ektodermy, co w przypadku Gaydos zaowocowało poważną wadą zgryzu i brakiem włosów na ciele. Z chorobą łączą się też charakterystyczny, wydłużony kształt czaszki, zniekształcone uszy, spłaszczony nos i (niezbyt precyzyjnie skorygowana) zajęcza warga.

Melanie Gaydos w Meinn herz brennt, wersja Recuenco

Kariera Gaydos jako modelki nabrała tempa w związku z jej rolą w teledysku Rammsteina własnie w roku 2012. Teledysk do piosenki „Mein herz brennt” ma zresztą dwie wersje. Pierwszą z nich wyreżyserował Eugenio Recuenco, znany hiszpański fotograf. Ta wersja nie spodobała się jednak zespołowi; drugą wersję, częściowo przy użyciu materiałów sfilmowanych podczas pracy z Recuenco, wyreżyserował wielokrotnie współpracujący z grupą Zoran Bihac. Trochę dziwna sytuacja. W każdym razie, wersja Recuenco, nie uznana przez zespół, jest dostępna na stronie fotografa. Wersja oficjalna na kanale Vimeo. Polecam obejrzeć obie w ramach ćwiczeń z estetyki makabry i reżyserowania krótkich form. Melanie Gaydos występuje w obu teledyskach, jednak w wersji Recuenco jej rola jest znacznie bardziej rozbudowana. Za to wersja Bihaca ma, IMHO, o niebo więcej sensu.

Od tamtej pory Gaydos pozuje w USA i w Niemczech, mniej więcej w roku 2014 stała się rozpoznawalna dla szerszej publiczności. Jej pojawienie się może okazać się punktem zwrotnym, jest ona bowiem pierwszą tak poważnie zdeformowaną modelką, pozującą zawodowo. Oczywiście, fizyczna postać Gaydos wymusza pewne ramy estetyczne i interpretacyjne, w których poruszają się fotografowie, ramy te okazują się jednak wystarczająco szerokie, by nie ograniczać działalności modelki. Mimo bardzo charakterystycznej fizjonomii Gaydos okazuje się pasować do najróżniejszych ról. Fotografowie przedstawiają ją czasem jako postać z obrazów doby van Eycka (eksponując brak brwi i wysokie czoło), czasem jako postać ze snów czy z innej planety. Najczęściej postać, w którą wciela się Gaydos, jest istotą post- czy transludzką. Gaydos rzadko – jeśli w ogóle – wchodzi w rolę istoty słabej lub chorej. Jej zniekształcone przez naturę ciało podlega dalszym transformacjom – przez charakteryzację i kostiumy. Stworzone postacie mają skrzydła, rogi bądź pokraczne deformacje, pęcherze i wyrostki. Celem zdjęć nie jest więc ukazanie brzydkiego człowieka, ale istoty, która nie jest tylko człowiekiem (istoty, której, mówiąc na marginesie, tym bardziej nie dotyczą ludzkie kanony piękna). Obecność Melanie Gaydos we współczesnej fotografii można potraktować jak realizację postulatów stworzenia nowej, awangardowej estetyki, wniesione przez Rei Kawakubo kilkanaście lat temu.

Melanie Gaydos

Jaka jest przyczyna eksponowania choroby w modzie? Czy odbiorca mody po prostu znudził się pięknem? Czy celem fotografów i projektantów sięgających po zdeformowane ciała modelek jest wzbudzenie zachwytu, czy wstrętu? Piękne ukazanie brzydoty czy ukazanie piękna w brzydocie? Jaki jest powód, a jaki cel rezygnacji z klasycznej estetyki?

Choroba i deformacja, rozumiane jako odstępstwa od normy biologicznej, stają się tu środkami do celu, jakim jest wyjście poza ramy biologii – poza ramy człowieka. W ten sposób Gaydos, Harlow i wiele innych modelek stają się symbolem marzeń o przekraczaniu własnych granic.

Skomentuj tę stronę