Strona z tekstem
E
123

Monsun, którego nie było i system podtrzymywania życia
„Pogromcy mitów” udowodnili, że wentylator w formie zawieszonego pod sufitem wiatraka nie jest w stanie odciąć człowiekowi głowy. Bardzo pocieszająca myśl. Zwłaszcza, kiedy leżysz w środku nocy na łóżku zlany potem, a wiszący ci nad głową wiatrak, obniżający temperaturę z 35 do 28 stopni, nie tylko kręci się wokół własnej osi, ale przemieszcza się po orbicie eliptycznej, puszczając przy tym od czasu do czasu iskry. Pogromcy mitów udowodnili też jednakowoż, że wiatrak taki jest w stanie zabić. Co prawda nie badali kwestii jego urwania się i ślizgowego lotu po całym pokoju, ale myślę, że ten rodzaj widowiska by ich zainteresował. Zastanawialiśmy się już nawet, w jaki sposób tę informację przekazałby TVN - czworo turystów zginęło w pokoju hotelowym w miejscowości Kanpur. Nie znamy szczegółów, ale sądząc po stopniu rozczłonkowania zwłok...

Zasadniczo, jest gorąco. Przed wyjazdem wdałam się w dyskusję odnośnie tego, czy w Indiach wypada chodzić w krótkich spodenkach i koszulkach na ramiączkach. Pomijam fakt, że nie wypada, w tej temperaturze próba chodzenia po ulicy z odsłoniętym ciałem po trzech dniach może się skończyć koniecznością przeszczepu skóry. Długi rękaw przestaje ocieplać, zaczyna izolować. Izoluje też chusta na głowie. Jeden cały dzień przechodziłam po muzłumańsku, z zasłoniętą twarzą, chroniąc mózg przed udarem, włosy przed spłowieniem, nos przed świętymi krowami a usta przed ryzykiem połknięcia muchy.

Do świątyń buddyjskich wchodzi się boso; na posadzce często leżeć musi dywan, bo ich podłoga jest gorąca nawet dwie godziny po zmroku. Zasadniczo nawet w hotelach na środkowym piętrze kafelki są ciepłe. Woda w prysznicu jest jak dotąd w każdym hotelu tylko zimna, ale zorientowałam się na trzeci dzień, bo nawet zimna bywała za ciepła. Na równiku byłam świadkiem, jak facet w pomieszczeniu bez klimatyzacji - ot, takiej przydrożnej budzie - chłodził colę w wiadrze z wodą. Próbowałam zastosować ten numer tutaj, ale woda w wiadrze z lodowatej podgrzała się do ciepło-letniej w parę godzin. Po całej nocy, woda w butelce w wiadrze miała dokładnie taką temperaturę, jak woda stojąca obok. Jednocześnie, wilgotność powietrza jest tak duża, że jeśli nie ma ostrego słońca, ubranie potrafi nie wyschnąć przez dobę. A słońca zazwyczaj nie ma. Jest pora monsunów, niebo przykryte jest chmurami, co nie znaczy, że nie ma światła. Jest, razi, opala, grzeje. Afryka równikowa przy tym, co się dzieje tutaj, przypomina polskie lato. No cóż, na geografii w drugiej klasie liceum uczyli, że na zwrotniku klimat jest bardziej ekstremalny, niż na równiku, najwyraźniej nic się od tamtej pory nie zmieniło. Zmieniło się za to nieco w kwestii monsunów - zdaje się, że większość przewidzianego na ten rok monsunu spadła już w Europie Zachodniej. Tu jak na razie padało przez piętnaście minut.

Pogoda potrafi zaskakiwać. W każdym razie ja nie tak wyobrażałam sobie monsun.

Z powodu domniemanego monsunu większość parków narodowych była zamknięta. Ale być w Indiach i nie zaliczyć siedliska tygrysów - to nie z moim ojcem. Znaleźliśmy więc czynny park - park narodowy Josepha Colberta - zapakowaliśmy się do otwartych jeepów typu kabriolet bez absolutnie żadnych osłon poza przednią szybą i daszkiem nad miejscem dla kierowcy (bardzo zabawnie brzmiał w tym kontekście zakaz wychodzenia z samochodu z powodu ryzyka ataku tygrysa. Czy tygrys został poinformowany, że ma zakaz wchodzenia do tego samochodu?). Jeden z dwóch jeepów przegrzał się w połowie trasy, panowie kierowcy wysadzili nas więc w centrum dżungli zaraz pod antyczną świątynią podpisaną na bramie jako „ancient temple” oraz altanką ze słomy, w której można było nabyć chipsy Lay's, żeby drugim jeepem pojechać po wodę do chłodnicy. Mieliśmy więc dużo czasu na fotografowanie. Ale dżunglę trudno jest sfotografować - jak mówiłam, drzewa zasłaniają.

Znajdź kota.

Najgroźniejsze zwierzę, jakie udało mi się tego dnia sfotografować.

Figowiec bengalski, niesamowite drzewo, którego gałęzie zakorzeniają się, gdy dotkną ziemi. Drzewo jest w stanie przetrwać nawet uschnięcie pnia.

PS. Poniżej krótka prezentacja typowego panelu sterującego systemem podtrzymywania życia (czyt. klimą) w typowym indyjskim hotelu.

Live support system Indian version.


nr 1 - włącza światło w łazience;
nr 2 - włącza światło na korytarzu;
nr 3 - włącza czerwoną żarówkę znajdującą się nad łóżkiem;
nr 4 - po wciśnięciu uprzednio nr 12 i 5 (koniecznie w tej kolejności), nr 4 włącza wiatrak, ale w tym momencie wyłączenie światła na korytarzu powoduje automatyczne wyłączenie wiatraka;
nr 5 - uruchamia gniazdko, do którego podłączony jest czajnik;
nr 6 - uruchamia klimę, ale wyłącza gniazdko, do którego podłączony jest czajnik;
nr 7 - prawdopodobnie ma coś wspólnego z kinkietem;
nr 8 - po wciśnięciu w przypadkowej kolejności nr 3, 5 i 13 uruchamiał klimę bez wyłączania laptopa, ale rzeczonej kombinacji nie udało się odtworzyć.
nr 9 - wzywa roomservice;
nr 10 - włącza gniazdko, do którego podłączony jest laptop, powodując jednocześnie przygaszenie światła na całym piętrze.

Zresztą na koniec i tak wysadziliśmy korki, włączając jednocześnie czajnik, laptop, klimę i wiatrak.