Strona z tekstem
E
123

Omnia mea mecum porto
Nie chwaląc się, też już tak umiem.

Są trzy rzeczy, których nauczyłam się w trzecim świecie. Nosić ciężary na głowie, siusiać na stojąco i... no, o tym kiedy indziej.

Stosunkowo najprostsze do noszenia na głowie są plastikowe miski. Banał. Trochę trudniej jest z filiżanką kawy, ale jestem przekonana, że i tego można się nauczyć.

Kwestia noszenia ciężarów na głowie nurtuje naukowców. Głównie europejskich i amerykańskich, rzecz jasna. W krajach, w których proceder ten uważany jest za naturalny, nie wzbudza niczyjego zainteresowania. Niestety, wyniki wszelkich badań są daleko niejednoznaczne. Na przykład, jednej grupie badaczy wyszło w badaniach, że na głowie jesteśmy w stanie przenieść ciężar o wiele większy, niż w rękach - konkretniej, ciężar sięgający 70% masy ciała. Na dodatek, dowodzono, wydolność organizmu nie spada pod wpływem marszu z ciężarem na głowie bardziej, niż pod wpływem marszu bez żadnego obciążenia. Ciężar 20% masy ciała ma być jakoby przenoszony bez żadnej straty energii.

Tymczasem, amerykańska armia, której zależało, by piechota mogła przenosić ciężary bez przemęczania się, przeprowadziła badania, z których wynikło coś zupełnie przeciwnego. Do testów użyto kobiet, legenda bowiem głosi, że tylko one, z niezrozumiałych powodów, zdolne są do tej magicznej sztuczki polegającej na noszeniu ciężaru bez odczuwania zmęczenia (powiedziałabym tu coś szowinistycznego, ale powstrzymam się). Faktycznie, w Afryce na głowie noszą bagaże głównie kobiety, ale już w Indiach panuje równouprawnienie w tej kwestii. Amerykanie badali jednak głównie Afrykańczyków, to znaczy, Afrykanki. Stawiali na bieżni Europejki i Afrykanki, mierzyli puls i oddech, dokładali ciężary, znów mierzyli. Piechota jednak, pun intended, do niczego nie doszła, zużycie energii okazywało się być bowiem dokładnie takie samo w przypadku ciężaru na głowie i na plecach. Wciąż czekamy na trzecie badanie, które mogłoby być rozstrzygające.

A tak w między czasie, mi się wydaje po prostu, że to wygodnie mieć wolne ręce.